Witaj gościu.
Nie jesteś zarejestrowany albo zalogowany, aby mieć pełny dostęp zaloguj się lub zarejestruj się
Witaj!





.

Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 2,364
» Najnowszy użytkownik: Brandon34
» Wątków na forum: 498
» Postów na forum: 14,664

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 14 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 14 Gość(i)

Ostatnie wątki
Podwyżki płac pracowników...
przez SAJMON
8 godzin(y) temu
Nowy wzór umundurowania c...
przez ryba1971
15.06.2019, 14:24
Na podstawie jakich przep...
przez pcm
01.05.2019, 13:04
Kupię Mundur OWC
przez Przem411
23.01.2019, 19:11
Pomoc w pracy magisterski...
przez dagmarab
11.01.2019, 17:37

 
  Sprawa Nangar Khel: Nikt nie strzelał z wioski
Napisane przez: STORM - 23.09.2009, 21:51 - Forum: Wiadomości - Odpowiedzi (8)

Cytat:Sprawa Nangar Khel: Nikt nie strzelał z wioski

[Obrazek: 367144,284351,9.jpg]


Sąd wznowił po wakacjach sprawę ostrzelania wioski Nangar Khel. Jeden ze świadków zeznał, że użycie moździerza wyglądało na wstrzeliwanie się w cel.

St. szer. Mariusz W. jechał w patrolu, którego pojazd feralnego dnia najechał na ładunek wybuchowy domowej roboty, tzw. IED (Improvised Explosive Device). Był w grupie żołnierzy, która czekała na wsparcie i siły szybkiego reagowania - tzw. QRF (Quick Reaction Force).

Jak mówił, do czasu kiedy przybyło wsparcie, w rejonie było już na tyle spokojnie, że żołnierze przygotowywali posiłek, a on sam zdjął na chwilę kamizelkę kuloodporną.

- Usłyszeliśmy pierwszy wybuch, nie wiedzieliśmy gdzie trafił pocisk. Potem obserwowaliśmy już tamten kierunek i zobaczyliśmy gdzie spadały pociski - mówił.

Jak podkreślał, pamięta to doskonale, a sytuację obserwował przez lornetkę. - Według mnie cztery lub pięć pocisków trafiło centralnie w wioskę, były też wybuchy wokół niej - powiedział. Dopytywany przez jednego z mecenasów, ile pocisków mogło być wystrzelonych, świadek wybrał przedział 10-20.

- Jestem po szkoleniu z moździerza, wiem jakie są zasady celowania z tej broni. Traktowałem wybuchy dookoła jako ogień skierowany do wioski. Tak się celuje z moździerza - najpierw obramowuje się cel - zeznał.

Ktoś strzelał, ale z gór

Inny ze świadków, Paweł O. także był w wiosce po zdarzeniu, w charakterze sanitariusza. Podobnie jak W. także O. wyraził opinię, że gdy doszło do ostrzału wioski, "było w miarę spokojnie, przynajmniej w sektorze". - Nie widziałem talibów - powiedział.

Potwierdził jednocześnie, że przybyłe później na miejsce zdarzenia śmigłowce ewakuacji medycznej - tzw. MEDEVAC - ostrzelano. Dodał, że nie wie jednak, z jakiego kierunku.

Trzeci z zeznających świadków, st. kpr. Sławomir P., także powiedział, że widział, iż śmigłowce były ostrzeliwane. Jego zdaniem "z gór za wioską".

Pytany o wypowiedź jednego z oskarżonych, który powiedział na odprawie przed feralną akcją, że "jadą rozpier... wioskę" P. stwierdził, że "przyjął to z uśmiechem".

PAP

Wydrukuj tę wiadomość

Dzwonek Buk zastąpił Skrzypczaka
Napisane przez: STORM - 16.09.2009, 12:22 - Forum: Wiadomości - Odpowiedzi (1)

Cytat:Buk zastąpił Skrzypczaka


[Obrazek: 363857,371933,9.jpg]


Zwierzchnik Sił Zbrojnych, prezydent Lech Kaczyński wręczył generałowi Tadeuszowi Bukowi nominację na stanowisko dowódcy Wojsk Lądowych.

Mówiąc o gen. Buku, Kaczyński podkreślał, że to żołnierz z prawdziwego zdarzenia. - Takich żołnierzy potrzebuje dzisiejsza Polska - ocenił prezydent.

- Wierząc w przychylność przełożonych i licząc na kompetencje współpracowników i podwładnych, z optymizmem patrzę w przyszłość - powiedział gen. Tadeusz Buk po ceremonii.

Poprzedni dowódca Wojsk Lądowych - gen. Waldemar Skrzypczak - odszedł z armii pod koniec sierpnia po kontrowersjach wokół jego wypowiedzi o biurokracji w MON, która utrudnia zakupy sprzętu dla żołnierzy na misji.

Prezydent dziękował gen. Skrzypczakowi za "długoletnią, prawdziwie żołnierską służbę". Zapowiedział, że okazja do wyrażenia dowodów uznania "znajdzie się wkrótce". Prawdopodobnie generał otrzyma odznaczenie podczas zbliżającego się święta 11 listopada.

Prezydent życzył nowemu dowódcy Wojsk Lądowych "owocnej służby", zastrzegając, iż nie obiecuje, że będzie ona łatwa. - Nasza misja jako członka NATO, jako członka Wspólnoty Europejskiej, jako sprawdzonego sojusznika musi trwać i musi się rozwijać. I to jest pańskie podstawowe zadanie - dodał.

Tak jak jego poprzednik na stanowisku dowódcy Wojsk Lądowych, gen. Buk jest z znany ze zdecydowanego działania i bezpośredniości w kontaktach z ludźmi.

49-letni generał Buk rozpoczął służbę w wojsku w 1984 r. jako dowódca plutonu czołgów w 29. Pułku Czołgów Średnich w Żaganiu; ostatnio był dowódcą 1. Dywizji Zmechanizowanej w Legionowie.

W dziewiątej - przedostatniej - zmianie polskiego kontyngentu w Iraku był dowódcą wielonarodowej dywizji, wprowadził taktykę szybkiego reagowania na ataki rebeliantów. Wcześniej, na czwartej zmianie, w Iraku gen. Buk pełnił funkcję zastępcy dowódcy tej dywizji - dowodził nią wtedy gen. Skrzypczak.

W latach 2006-2007 gen. Buk był w Afganistanie zastępcą dowódcy Połączonego Dowództwa ds. Budowania Afgańskiego Systemu Bezpieczeństwa (CSTC-A), które odpowiada ze szkolenie afgańskich sił bezpieczeństwa - wojska i policji.

Służył m.in. w 6. Brygadzie Desantowo-Szturmowej, 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej i 34. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Ukończył m.in. podyplomowe studia dowódczo-sztabowe w Leavenworth w USA. Szkolił się także w Joint Forces Staff College, National Defense University w Norfolk (USA).
PAP

źródło Rzeczpospolita

Wydrukuj tę wiadomość

Dzwonek Kolejny dowódca chce opuścić Klicha
Napisane przez: STORM - 14.09.2009, 15:58 - Forum: Wiadomości - Odpowiedzi (3)

Cytat:Kolejny dowódca chce opuścić Klicha


Generał odpowiedzialny za misje zagraniczne złożył wniosek o skrócenie kadencji ? dowiedziała się "Rz"

Dowództwo Operacyjne, którym kieruje gen. Bronisław Kwiatkowski, jest odpowiedzialne za misje polskich żołnierzy za granicami kraju. Kadencja generała kończy się w październiku przyszłego roku. Według informatorów "Rz" poprosił on jednak o skrócenie jej o kilka miesięcy ? do początku 2010 r.

Na razie nikt nie chce oficjalnie o tym mówić. ? Z mojej strony nie będzie komentarza ? zaznacza płk Dariusz Kasperczyk, rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego. To samo "Rz" usłyszała od Roberta Rochowicza, rzecznika MON. Gen. Kwiatkowski też nie chciał na ten temat rozmawiać.

Trudno się dziwić tej powściągliwości, bo ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. Jak twierdzą informatorzy "Rz", w ciągu najbliższych kilku dni generał będzie rozmawiał ze swoimi przełożonymi: ministrem obrony narodowej Bogdanem Klichem i szefem Sztabu Generalnego gen. Franciszkiem Gągorem.

? Sytuacja jest bardzo poważna ? ocenia Aleksander Szczygło, szef BBN. ? Drugi dowódca rodzajów Sił Zbrojnych odchodzi do cywila przed końcem swojej kadencji. W dodatku dowódca odpowiedzialny za misje wojskowe, w tym misję afgańską. Te wydarzenia każą się więc zastanowić, czy minister Klich panuje jeszcze nad sytuacją w armii.

Powody decyzji dowódcy operacyjnego nie są znane. Jednak rozmówcy "Rz", wysocy rangą oficerowie wojska, twierdzą, że chodzi o jego relacje z otoczeniem szefa resortu obrony ? bliscy współpracownicy Klicha mieli oskarżyć generała po ostatnich tragicznych wydarzeniach w Afganistanie m.in. o to, że nie panuje nad sytuacją.

? To oburzające. Gen. Kwiatkowski jest świetnym dowódcą. Doskonale radzi sobie na tym stanowisku. Pretensje formułowane pod jego adresem to jawna niesprawiedliwość ? komentuje jeden z generałów, który służył pod dowództwem gen. Kwiatkowskiego.

Zdanie oficera podziela europoseł Janusz Zemke, wiceminister obrony za rządów SLD: ? To bardzo skromny człowiek z dużym poczuciem odpowiedzialności, nigdy nie zabiegał o awanse dla siebie. Nie kieruje się też emocjami. Mam dla niego i jego dorobku jako żołnierza ogromny szacunek. Dlatego, jeśli prawdą jest, że wystąpił z takim wnioskiem, to kolejny bardzo poważny sygnał świadczący o złych relacjach na najwyższych szczeblach MON. Gen. Kwiatkowski przeszedł wszystkie szczeble dowodzenia. Zaczynał jako oficer wojsk pancernych i powietrznodesantowych. Dowodził też na misjach w Syrii i w Iraku. Był zastępcą dyrektora Centrum Szkolenia Sił Pokojowych NATO w Bydgoszczy. Jeśli rozmowy z przełożonymi nie wpłyną na zmianę zdania gen. Kwiatkowskiego, to będzie drugim dowódcą, który w ostatnim czasie zdecyduje się opuścić wojsko przed końcem kadencji.

Pod koniec sierpnia do cywila odszedł z funkcji dowódcy Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak. Wcześniej, podczas uroczystości ku czci poległego w Afganistanie żołnierza, gen. Skrzypczak w ostrych słowach skrytykował urzędników Ministerstwa Obrony.

Niedawno zaś minister Klich podjął decyzję o przeniesieniu na inne stanowisko służbowe gen. Sławomira Szczepaniaka, dyrektora departamentu odpowiedzialnego za zaopatrzenie wojska w sprzęt.

źródło Rzeczpospolita

Wydrukuj tę wiadomość

Thumbs Up Czas skończyć z betonem
Napisane przez: STORM - 30.08.2009, 10:05 - Forum: Wiadomości - Odpowiedzi (1)

Cytat:Czas skończyć z betonem

[Obrazek: 355549,363110,9.jpg]

Romuald Szeremietiew. Były wiceminister obrony o konieczności zmiany filozofii kierowania armią i przygotowaniu do wojny z Rosją
RZ: Po śmierci żołnierza w Afganistanie gen. Waldemar Skrzypczak, dowódca Wojsk Lądowych, mówił w mediach, że gdyby wojsko miało potrzebne uzbrojenie, tej tragedii można byłoby zapobiec. Zarzucił też biurokracji MON powolność w zakupach i nabywanie nie tego sprzętu, który jest najpotrzebniejszy. Czy według pana generał postąpił słusznie, krytykując przełożonych?

Romuald Szeremietiew: Na podstawie tego, co wiem, stwierdzam, że dowódca Wojsk Lądowych miał prawo, a nawet obowiązek, zabrać głos. W wojsku jednym z głównych obowiązków przełożonego jest dbanie o podwładnych. Okoliczności śmierci kpt. Ambrozińskiego wskazują, że dowódca nie mógł milczeć. Schematyczne i bezduszne stosowanie zasad cywilnej kontroli nad wojskiem, jak to się stało w przypadku gen. Skrzypczaka, uważam za działanie szkodliwe dla sił zbrojnych.

Gen. Skrzypczak ostatecznie sam podał się do dymisji, ale problem braku należytego uzbrojenia dla żołnierzy w Afganistanie pozostał. Czy rozwiązałoby go uproszczenie procedur przetargowych?

Generał nie mógł inaczej postąpić jako żołnierz z poczuciem honoru. Zamierzano go przecież skarcić na oczach wojska, pozostawiając łaskawie na stanowisku. Ustawiono tym samym w sytuacji godzącej w jego autorytet. Nie dziwię się, że złożył dymisję. Było oczywiście inne dobre rozwiązanie, ale na to politycy nie wpadli.

Natomiast odnosząc się do procedur zakupu sprzętu, trzeba dostrzec aspekt prawny. Uproszczone procedury stosuje się w warunkach wojennych. Wówczas najważniejsze są szybkie dostawy zaopatrzenia dla walczących żołnierzy. W wypadku naszego zaangażowania w Afganistanie mamy sytuację schizofreniczną. Władze państwowe ogłaszają, że nie uczestniczymy w wojnie. Wojskowi podnoszą, że afgańska misja jest wojną. Jednak na podstawie opinii żołnierzy urzędnicy MON nie mogą zastosować uproszczonych, wojennych procedur zakupów. Wobec stanowiska władz muszą przestrzegać procedur właściwych dla czasu pokoju. Gdyby ci nieszczęśni ?biurokraci? zaczęli na własną rękę używać uproszczonych sposobów zakupów, zaraz zjawiłby się jakiś urzędnik od zwalczania korupcji i zaczął ich ścigać. Bez zmiany kwalifikacji prawnej operacji pokojowej na wojenną niewiele da się zrobić.
Wiadomo, że według obowiązującej konstytucji Polska nie może wypowiedzieć komuś wojny. Możemy jednak podejmować działania wojenne ze względu na nasze zobowiązania sojusznicze. Władze RP powinny rozstrzygnąć, czy w afgańskim przypadku mamy sytuację wojenną, a wtedy urzędnicy MON będą mogli bez obaw spełniać zapotrzebowania walczących żołnierzy.

Czy Polskę stać dziś na zakup nowoczesnego uzbrojenia?

Nie jesteśmy krajem zamożnym i musimy miarkować wydatki na wojsko. Może się też zdarzyć, że zostaniemy napadnięci i mimo braku odpowiedniej armii trzeba będzie podjąć obronę. Jednak misje zbrojne, w których uczestniczymy, to nie jest taka sytuacja przymusowa. Wybieramy miejsce, formy i sposoby uczestnictwa w działaniach wojennych. A poziom zaangażowania ma być stosowny do posiadanych możliwości, zwłaszcza finansowych. Wysyłani żołnierze muszą być dobrze wyekwipowani.

Dochodzi jednak do kuriozalnej sytuacji. Konstytucja RP mówi wyraźnie, że wojsko ma bronić niepodległości, granic i całości terytorium Polski, a nie Iraku czy Afganistanu. Pieniądze na modernizację armii przeznaczonej do obrony kraju idą zaś na wyposażenie oddziałów wysyłanych poza Polskę. Udział w tych operacjach jest konieczny, ale nie może to być czynnik zasadniczy. Można się zgodzić, że w najbliższym czasie nie grozi nam agresja któregoś z sąsiadów. Nie można jednak zaniedbywać przygotowań, aby takiej potencjalnej groźbie zapobiegać.

Ostrzeżeniem powinno być to, co spotkało Gruzję. Z amerykańskiego raportu wynika, że gruzińska armia była budowana pod kątem uczestnictwa w misjach zagranicznych. Nie przygotowywano jej do obrony kraju. W starciu z wojskiem rosyjskim wojsko gruzińskie nie potrafiło więc bronić własnego terytorium. Porzucało pozycje, zostawiając ciężki sprzęt, w tym niedawno modernizowane czołgi. Czy ośrodki decyzyjne w Polsce przeprowadziły szczegółową analizę wojny na Kaukazie i na tej podstawie wyciągnęły wnioski? Można w to wątpić, skoro obowiązująca strategia bezpieczeństwa narodowego RP pochodzi z 2007 r. Tymczasem np. brytyjscy parlamentarzyści ogłosili obszerny raport ?Russia: A new confrontation??, z którego jednoznacznie wynika, że polityka rosyjska może spowodować stan nowej zimnej wojny z elementami ?gorącej? ? jak to było w wypadku Gruzji. Dokument wskazuje, że poza Kaukazem najbardziej zagrożona przez Rosję jest Ukraina, a następnie państwa bałtyckie i właśnie Polska. Według Brytyjczyków może dojść do zagrożenia bezpieczeństwa członków NATO! Trudno nie brać tego poważnie.

Chce pan powiedzieć, że powinniśmy się wycofać z Afganistanu?

Nie możemy spakować się z dnia na dzień i wrócić do domu. Mamy zobowiązania sojusznicze i chcemy być dla sojuszników wiarygodni. Jestem żołnierzem i wiem, czym są żołnierskie obowiązki. Z drugiej strony wiadomo, że nie każdy konflikt można rozwiązać bagnetem. Ale jeśli już wysyłamy wojsko, to postępujmy racjonalnie. Na przykład bogatsi od nas Niemcy są w Afganistanie, lecz nie walczą, ale udzielają pomocy ludności cywilnej. My natomiast weszliśmy w działania bojowe i postanowiliśmy wziąć odpowiedzialność za całą prowincję. Niepokój budzi status prawny tej misji, a w związku z tym zasady postępowania obowiązujące polskich żołnierzy. Podobno mogą oni otworzyć ogień dopiero wtedy, gdy sami zostaną ostrzelani, i dostają naboje z gumowymi pociskami.

Podkreślam: trzeba właściwie określić status prawny tych działań. W przeciwnym wypadku nie unikniemy ofiar ani nowych konfliktów personalnych. No i koszty?

Nagle okazało się, że w budżecie na potrzeby kontyngentu w Afganistanie znalazł się dodatkowy miliard złotych. To przecież ogromny wysiłek, jedna piąta rocznych wydatków na uzbrojenie w budżecie MON. Co prawda Amerykanie wydają każdego miesiąca na wojny 12 mld dolarów, ale chyba nas na rosnące koszty tej wojny nie stać.

Jak pan ocenia działalność w Afganistanie polskiego kontrwywiadu i wywiadu wojskowego?

Jestem poza MON i nie mam wiarygodnych danych, by dokonać takiej oceny. Na podstawie informacji z mediów można mieć wątpliwości, czy te służby działają dobrze. Jeśli polscy żołnierze na patrolu wpadli w zasadzkę, a siły partyzanckie (talibów), według komunikatów MON, były znaczne i rozpoznanie ich nie wykryło, to cóż to oznacza?

W mediach kursuje opinia, że winny jest beton wojskowy.

Ja zapytałbym raczej o betoniarkę wytwarzającą ten beton, no i o operatora betoniarki, cywilnego operatora. Nie było dotąd ministra, który po objęciu stanowiska nie przeprowadzałby różnych reorganizacji z nadzieją, że już od samego mieszania będzie słodsza ta monowska herbata. Każdy też zaczynał od tego, że zwalniał zatrudnionych przez poprzednika. Oficerów w MON, w dowództwach i sztabach latami tresowano w posłuszeństwie. Wazelina jest, zdaje się, sposobem na zapewnienie sobie awansu. A do tego ciągle są problemy z kompetentną obsadą kluczowych cywilnych stanowisk w resorcie obrony. Zamiast więc narzekać na beton, zastanówmy się, jak przerwać pracę betoniarki.

Jednym z głównych założeń reformy sił zbrojnych ministra Klicha jest wprowadzenie armii zawodowej. Jak ocenia pan przebieg tego procesu?

To, co realizuje resort obrony, jest pseudoprofesjonalizacją. Przekonywano, że po wstrzymaniu poboru będziemy mieli w wojsku doskonale wyszkolonych żołnierzy zawodowych i armię zdolną obronić Polskę. Ostatnio szef MON stwierdził, że nie będziemy zdolni obronić się bez pomocy sojuszników. To może być prawda, ale w planowaniu obronnym jest fatalnym założeniem. Trzeba oczywiście zrobić wszystko, by pomoc zapewnić, ale należy planować obronę tak, jakby jej miało nie być. Nie muszę przypominać, czym się skończyło nasze oczekiwanie na sojuszników we wrześniu 1939 r. Kuriozalne zaś jest, gdy minister obrony ogłasza światu, że Polska nie ma armii zdolnej obronić własne państwo. Minister nie tylko stwierdził, że rząd nie wykonuje swych obowiązków, ale też poinformował potencjalnego agresora, że wystarczy odciąć pomoc sojuszniczą, aby bez większego trudu Polskę zająć.

Czy więc minister Klich osłabia siłę bojową naszej armii?

Aż tak tego nie można formułować. Jednak program tej, pożal się Boże, profesjonalizacji, kreujący armię, która się zmieści na trybunach jednego stadionu piłkarskiego, trudno uznać za wykonanie konstytucyjnego obowiązku obrony ojczyzny. MON nie przeprowadził dotychczas żadnej poważnej debaty nad obronnością państwa, nad stanem sił zbrojnych i potrzebami w tym zakresie. Nie widzę żadnej poważniejszej aktywności Akademii Obrony Narodowej, która powinna być ośrodkiem analiz strategicznych i geopolitycznych, a stała się półwojskową uczelnią zabiegającą o studentów. Także WAT, zamiast być centrum badań i koordynującym badania nad techniką wojskową, przekształca się w rodzaj quasi-cywilnej politechniki. Przy braku pieniędzy warto zadbać o myślenie. Rola nauk wojskowych i badań nie znajduje zrozumienia w kierownictwie MON. I to nie jest przypadłość tylko obecnego kierownictwa.

A jak wygląda siła bojowa naszego lotnictwa i Marynarki Wojennej?

W naszym położeniu geostrategicznym rodzaje sił zbrojnych mają różne znaczenie. Największe liczbowo są Wojska Lądowe, co jest zrozumiałe ze względu na lądowy charakter ewentualnej obrony kraju. Jednak niespodziewany atak na lądzie jest trudny do wykonania. Wcześniej napastnik musi swoje dywizje, brygady, czołgi i działa skoncentrować. To wymaga czasu, mobilizacji rezerw i łatwo wszystko wykryć środkami rozpoznania satelitarnego. Będzie czas na przygotowanie obrony.

Inaczej jest w wypadku lotnictwa i marynarki. Samolotami, rakietami i okrętami można atakować z zaskoczenia. Dlatego priorytetem obronnym Polski musi być obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa oraz morska. W lotnictwie kupiliśmy samoloty F-16, które będą gotowe do akcji bojowej, zdaje się, w 2018 r. Nie rozwiązano problemu szkolenia pilotów i nie wiadomo, jaka będzie przyszłość szkoły w Dęblinie. Natomiast duże pieniądze zainwestowano w lotnictwo transportowe. Te samoloty są potrzebne do przewożenia sprzętu i żołnierzy na duże odległości. Zdolność niezbędna na misjach zagranicznych.
Jeszcze poważniejszym problemem jest obrona przeciwlotnicza. Media dywagują, czy dostaniemy baterię rakiet Patriot. Niemcy, kraj porównywalny terytorialnie z Polską, chroni sześć dywizjonów rakiet Patriot, a jeden dywizjon to kilka baterii.

Marynarka Wojenna jest w fatalnym stanie. Stocznia Marynarki Wojennej, która powinna wytwarzać okręty, znalazła się na krawędzi upadku, grozi jej likwidacja.

Wojsko zaprzestało też szkolenia rezerwistów. Miliony Polaków są zdolne do obrony kraju, jednak w razie zagrożenia nie będzie można ich zmobilizować, bowiem bez wcześniejszego przeszkolenia wojskowego będą w obronie nieprzydatni. MON zapowiadał stworzenie narodowych sił rezerwy w śladowej liczbie 30 tys., ale o tym milczy. Nie ma żadnych propozycji legislacyjnych, a i sama liczba NSR jest niepewna. W Rosji rezerwy liczą 20 mln, w tym 2 mln w rezerwie czynnej. Polska, biorąc pod uwagę proporcje ludnościowe, powinna mieć 5 mln rezerwistów z 500-tys. czynną rezerwą (NSR). Stan naszej obronności naprawdę wymaga naprawy, konsekwentnej i pilnej, co nie oznacza pospiesznej.

Jak to należy zrobić?

Co pewien czas zabieram głos w sprawach obronności. Odnoszę wrażenie, że czasem wysocy urzędnicy odpowiadający za te sprawy powtarzają moje pomysły jako własne. To zapewne mylne przekonanie, ale by w nim nie trwać, zachowam dla siebie odpowiedź na to pytanie. Uważam, że wiem, jak naprawić naszą obronność, uwzględniając ograniczenia finansowe, i mogę powiedzieć, jakie generalne warunki powinny być spełnione. Program naprawczy potrwa siedem ? osiem lat. Jego wykonawca powinien mieć zabezpieczenie polityczne nie tylko rządzących, ale i opozycji, że będzie mógł doprowadzić sprawy do końca.

W 2001 r. stracił pan stanowisko sekretarza stanu w MON z powodu podejrzeń o korupcję. Niedawno sąd oczyścił pana ze wszystkich zarzutów. Czy zamierza pan wrócić do polityki?

Przypomnę, że te zarzuty pojawiły się śladem publikacji dziennikarzy w ?Rzeczpospolitej?. Jak widać, nie jestem pamiętliwy i dostrzegając zmiany, jakie zaszły w redakcji gazety, zgodziłem się na rozmowę. Proszę o tym pamiętać.

A wracając do pytania. Wydaje mi się, że prezentuję racjonalny punkt widzenia na polską obronność. Twierdzę, że siły zbrojne powinny stanowić wojska operacyjne oraz obrony terytorialnej. Przy czym komponent operacyjny to nowoczesne i stosunkowo nieliczne wojska zawodowe, wysoce mobilne. Drugim elementem byłyby powszechne, obywatelskie, ochotnicze lub z poboru, wojska obrony terytorialnej do stacjonarnej obrony kraju w razie agresji i pomocne chociażby podczas klęsk żywiołowych. Polski nie stać na silną zawodową armię. Jeśli taka powstanie, to z powodu braku pieniędzy malutka i Polski nie obroni. Biorąc powyższe pod uwagę, nie znajduję ugrupowania zdolnego zaakceptować moje poglądy. A tylko przez partie polityczne wiedzie droga do stanowisk w MON. Dziś w polskiej polityce obronnej nie ma zapotrzebowania na kogoś takiego jak Romuald Szeremietiew. Więc nie ma o czym mówić.
źródło Rzeczpospolita.

Wydrukuj tę wiadomość

Dzwonek Polacy nie chcą dymisji szefa MON
Napisane przez: STORM - 20.08.2009, 12:19 - Forum: Wiadomości - Brak odpowiedzi

[Obrazek: Klich.jpg]

Cytat:Polacy nie chcą dymisji szefa MON

Blisko połowa respondentów jest przeciwna dymisji ministra obrony narodowej Bogdana Klicha (49 proc.); prawie tyle samo (47 proc.) uważa, że minister skarbu państwa Aleksander Grad powinien pożegnać się z rządem - wynika z sondażu SMG/KRC przeprowadzonych dla środowych "Faktów" TVN.

W przypadku Klicha zapytano, czy premier Donald Tusk powinien go zdymisjonować "w związku z ostatnimi wydarzeniami w Afganistanie, to znaczy śmiercią polskiego żołnierza i złym stanem wyposażenia polskiej armii". Pozytywnie na tak zadane pytanie odpowiedziało 38 proc. Polaków, 13 proc. nie ma zdania w tej sprawie. W sprawie Grada zapytano, czy powinien odejść z rządu "w związku z nieudaną sprzedażą stoczni w Gdyni i w Szczecinie inwestorowi z Kataru". Przeciwnikami dymisji ministra skarbu jest 36 proc. pytanych, odpowiedzi "nie wiem" udzieliło 17 proc.

SMG/KRC przeprowadził sondaż telefoniczny 19 sierpnia na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1017 dorosłych Polaków. PAP, r


źródło http://www.portal-mundurowy.pl/

Ciekawe ilu z tych 1017 ankietowanych było pracownikami cywilnymi wojska?

Wydrukuj tę wiadomość



Polskie tłumaczenie © 2007-2019 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2019 MyBB Group.
MyTrade theme by XSTYLED © 2014.
Forum wykorzystuje cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie, więcej informacji w polityce prywatności
Akceptuję politykę prywatność, zamknij informację